Menu

Blog II

Opis zdarzeń

PODSUMOWANIE

jacekbochenski

 

 

Mam więc punkt odniesienia. Ten moment, gdy demonstrantka z tłuczkiem uderzyła w pokrywkę do garnka. Wybrałem go na punkt odbicia. Od niego zaczyna się najbliższa przyszłość, którą wyróżniam spośród rozmaitych możliwych, ponieważ w teraźniejszości ona jest najbardziej przez ludzi oczekiwana. Rozumiem ich, sam się niecierpliwię, ja-wróżbita. Ale mam też inne punkty odniesienia dla innych rachub czasu, innych dystansów i przedmiotów rachunku. Takim punktem są aktorzy i teatr, może wręcz Witkacy w Zakopanem, tego jeszcze nie wiem dokładnie, na pewno wolność. I na pewno doktor Mizera, który mi wymyślił temat do romansu. Na pewno  jego studenci, siedzący w kucki na  seminarium. Oczywiście, główny i niezmienny punkt: Justyna z jej tajemnicą, doktorantka, która, obawiam się, coraz mniej z tego tematu rozumie, ale sama ciężko przeżywa swoją tajemnicę, dlatego jej nie ma. Nie można pominąć drzew. I nie można pominąć tego licealisty, który kilka lat temu w obecności doktora Mizery zapytał mnie, co myślę o transhumanizmie, gdy mówiłem o antyku, a ja odpowiedziałem, że nie wiem, co to jest transhumanizm. Bo nigdy przedtem o nim nie słyszałem.

 

Nie można pominąć transhumanizmu.  

TERAŹNIEJSZOŚĆ

jacekbochenski




W dzień międzynarodowego strajku  okręciłem czerwony szal dokoła szyi i poszedłem w Warszawie na demonstrację kobiet.

- Proszę pana - zaczepił mnie ktoś po drodze, kto też tam szedł. - Jak pan myśli?  Kiedy my pozamiatamy?

- Na razie robimy miotłę - powiedziałem.

Kobiety przyniosły głównie wuwuzele i dmą w nie raz po raz przeciw rządom PIS-u i biskupów.  Ale ta obok, przy której stanąłem, bije tłuczkiem do mięsa w metalową pokrywkę do garnka, wygodną, z uchwytem, jest za co trzymać i bić.  

- Solidarność jest kobietą  - skanduje hasła demonstrujący tłum dziewczyn, matek z dziećmi, mężczyzn, emerytów i młodzieży.  - Konstytucja jest kobietą.

Co najmniej z tych dwóch powodów tu przyszedłem. Z  powodu solidarności i z powodu konstytucji. Tak, tak.  Jednak nie tylko dlatego.  Przyszedłem, żeby zamiast wiszącej nade mną i światem przyszłości uchwycić teraźniejszość w punkcie zwrotnym i zostawić o tym drobne świadectwo w Blogu Drugim. Bo właśnie się dzieje, uważam  ja-romansopisarz. To jest dla mnie punkt odniesienia. Tak zakładam. Muszę coś założyć. Moim zdaniem, tu zaczyna być, co będzie. Tu jest  właśnie ten punkt, tu, gdzie stoi ta kobieta,  i tu jest ten  moment zwrotny, właśnie teraz, kiedy uderzyła tłuczkiem  w pokrywkę.

Dlaczego ona to robi? Przecież nigdy w  życiu nie byłaby poszła na żadną demonstrację i powinna być zadowolona z marchewki, którą PIS karmi ludzi. Co się stało, że nie jest?

- Radziwiłł precz! Sam się lecz! - napisały sobie kobiety na tabliczce, zatknęły ją na kiju i niosą.

Tak do księcia? Oczywiście, może być mała satysfakcja: spostponować magnata, jeśli jeszcze pamięta się książąt. Ale muszę wyjaśnić. To minister zdrowia. Książę lekarz. Powiedział, że tabletki "dzień po" nie  przepisałby proszącej o to zgwałconej kobiecie. Wyjaśniam na wszelki wypadek, gdyby w przyszłości Blog Drugi  zachował się  przypuśćmy, na papierze pod tytułem, przypuśćmy "Justyna", a po ministrze zdrowia w rządzie PIS-u nie pozostałby ślad.

PIS popełnił śmiertelnie groźny dla siebie błąd : dotknął najwrażliwszej i najbardziej osobistej sfery , jaką ma w sobie człowiek, sfery seksu, czułości, intymności i  cierpienia. PIS w to wtargnął, żeby czymś tam rządzić, nakazywać, zabraniać i karać. Uraził boleśnie setki tysięcy kobiet i mnóstwo powiązanych z nimi tkanką emocjonalną mężczyzn.  To tak jakby szarpnąć samymi trzewiami  wielkiej masy ludzkiej. Tego bólu nie powetuje marchewka. A kij wciąż jest niegotowy, bo na przykład sądy nie zostały jeszcze skutecznie podporządkowane.

- Nie ma zgody! - krzyczą  kobiety. I wszystkie naraz wyrzucają  ręce do góry z czerwonymi kartkami w każdej prawej. Bo w  lewych  wuwuzela przytknięta do ust. Ogłuszające trąbienie.        

- Skąd się bierze takie kartki? - pytam.

- Chce pan? Dam panu - mówi jedna.

Gdy pada hasło, podnoszę rękę, jak one, i  potrząsam do rytmu czerwoną  kartką. Nie mam tylko wuwuzeli.

-  Dobry na dziś ten pana szal - mówi któraś. - Świetnie pan dobrał kolor.

O tak, tego błędu PIS już nie naprawi. Te kobiety znienawidziły go raz na zawsze. Są dla niego o wiele niebezpieczniejsze niż Donald Tusk - myślę nazajutrz.

A zapisuję to spostrzeżenie akurat w chwili, gdy Rada Europejska wbrew spazmatycznym wysiłkom PIS-u, żeby ją powstrzymać, wybiera ponownie Donalda Tuska na swego przewodniczącego stosunkiem głosów: dwadzieścia siedem państw za, jeden (PIS-u) przeciw.  

   

KOT

jacekbochenski

 

 

Justyna utraciła numery telefonów, mój na pewno odzyskała, ale odzyskanego nie użyła, jak dotąd, ani razu. Po apelu do "kochanych" osób, by pomogły odtworzyć utracony spis, jeśli są zainteresowane kontaktem z nią, przepadła raz jeszcze w zagadkowy sposób, jak wielokrotnie przedtem. Jedynymi znakami, że nie przestała istnieć, były dwa wykonane na Facebooku udostępnienia z serwisu społecznościowego "Cyniczny Romantyzm". Oba te krótkie teksty nie były autorstwa Justyny. Były cytatami. Pierwszy brzmiał: "Tak żyć, żeby nie mieć czasu na myślenie".

 

Hasło to tłumaczy może, dlaczego młoda kobieta, uważająca się jednak za "stare i  nieogarnięte" pokolenie, bierze na siebie zbyt wiele prac ponad siły aż do całkowitego wyczerpania. Robi tak nie dla pieniędzy i kariery, lecz po to, żeby nie mieć czasu na myślenie.

 

Zacytowany tekst był podpisem pod fotografią kota. Na fotografii zwierz o dzikim i zniewalającym spojrzeniu żółtych oczu trzymał w kocim pyszczku ogromny kęs czegoś trudno rozpoznawalnego. Mógł to być na przykład hamburger od Mc Donalda z dodatkiem białej myszy. U góry fotografii widniał napis na całą szerokość obrazu : "NICZEGO NIE ŻAŁUJĘ". U dołu powtórzenie jednego słowa : "NICZEGO".

 

     

Z czasem pojawił się na Facebooku drugi cytat, przejęty z tego samego serwisu "Cyniczny Romantyzm". Głosił : "W marcu nadzieja, bo w lutym wszystko jest trudne, jak w ruskiej bajce".

 

Poza dwiema przytoczonymi sentencjami z Facebooka i  fotografią kota nie mam w tej chwili żadnej nowej informacji o Justynie. Z dostępnego materiału wnioskuję, że bohaterka mojego romansu coś ciężko przeżywa. W romansie waży się przyszłość Justyny i przyszłość świata.  Splot jednego z drugim komplikuje się coraz bardziej. Przyszłości  jednego ani drugiego nie znam i coraz mniej zależy ode mnie. Taki romans. Podkreślam to po raz nie wiem który. Ale wszystko pamiętam, niczego nie pominę z rzeczy, których nie można pominąć,  także drzew, łącznie z wiśniowymi w Konstancinie. I z niepełnosprawnym człowiekiem, umiejącym powiedzieć tylko "dego dego dego deg" , bezgranicznie wdzięcznym za dotknięcie. W miarę wchodzenia w przyszłość sam staję się jak on. Będę wdzięczny za dotknięcie.

 

Tak ukształtowała się sytuacja w romansie pozbawionym akcji. Justyna przeżywa tajemniczy kryzys. Ja w tych okolicznościach jestem coraz bliższy zdecydowania się na szóstą opcję dla niej. Jak nazwać tę szóstą? Niech się może nazywa "sumienna".

 

Ale z  nadejściem marca, który właśnie trwa, Justyna udostępniła z "Cynicznego Romantyzmu" nową, optymistyczną dewizę życiową na ten miesiąc: "W marcu nadzieja". W lutym się nie udało. Było trudno, jak w ruskiej bajce. Prawdę mówiąc, nie rozumiem, co to znaczy. W ruskiej bajce? Nie wiem, jak jest w ruskiej bajce.

 

Rozumiem, że zawiodła czarna mysz, przebiegająca drogę. Wcale nie przyniosła szczęścia. Zastąpił ją kot, który niczego nie żałuje, a mysz być może zbielała i on pożarł ją z hamburgerem. Nie był to fatalny czarny kot. Raczej taki pospolity, szary-bury, polski. Należy jednak do faktów, których nie można pominąć. Już do końca romansu będę pamiętał, że kot niczego nie żałuje.

 

Bo ja, też trochę jak on, niczego nie zapominam. NICZEGO!

 

Ale romans jest  blogiem w Internecie. Mam widownię. Towarzyszy mi publiczność. Zwracam się z prośbą do publiczności. Może ktoś wie, co jest w ruskiej bajce, kiedy wszystko jest trudne. Proszę, niech mi to wyjaśni i pomoże zrozumieć trudności  Justyny, która coś ciężko przeżywa.

 

Albo w lutym przeżywała, a teraz już nie.        

 

PROWIZORIUM

jacekbochenski

 

 

Ale, ale… Ci wszyscy ludzie, te miliony to kto? Uchodźcy czy imigranci? Można jeszcze dodać: ekonomiczni, zarobkowi, legalni, nielegalni, tworzyć takie różne określenia i podziały, ważne dla świata. Nie dla Polaków, bo Polska już powiedziała, że nikogo nie przyjmie, i na swój sposób załatwiła sprawę, jak sądzi. Ale dla Europy te rozróżnienia, uchodźca czy imigrant, a jeśli, to jaki, są bardzo istotne, bo ona coś musi z nimi zrobić. I  robi. Też na swój sposób: szuka rozwiązań tymczasowych, do najbliższego jutra, a później się zobaczy. Na razie trzeba coś wymyślić, żeby uchodźców było mniej, niż jest. Widać jednak, że jest faktycznie więcej i będzie coraz  więcej. Narzuca się proste wyjście: kogoś do nich zaliczać, kogoś nie. Posegregować ich. Niewielką część ewentualnie upchać jeszcze u siebie, nie bardzo wiadomo jak i gdzie, większość zamknąć na  obszarach  możliwie pozaeuropejskich i zmusić do czekania tam, nie bardzo wiadomo na co, a za przetrzymywanie ich płacić na przykład Turcji, może Libii. Pozbyć się natomiast części  wpuszczonych już wcześniej do Europy i tak zrobić sobie trochę luzu. Wszystko to wydaje się lepsze niż prymitywny i nieskuteczny pomysł budowania murów.

 

Ale żeby taką segregacją  poradzić sobie z uchodźcami choć na chwilę, trzeba jako tako przebrać gigantyczne zbiorowisko i podzielić na kategorie:  to prawdziwi uchodźcy wojenni, to ofiary udokumentowanych tortur, które torturowani potrafią udowodnić, to ekonomiczni, uciekający od suszy, głodu, szukający pracy, a to w ogóle bezprawni, którzy chcą lepszego życia.  Tych można deportować z powrotem tam, skąd uciekli. Dlatego szczegółowe rozróżnienia, kto taki uchodźca, kto owaki, mają pierwszorzędne znaczenie dla świata. Na tymczasem, oczywiście. Później się zobaczy.

 

Albo i nie zobaczy, bo może już nie będzie miał kto patrzeć.

 

Otóż to! Różnica  między uchodźcami a imigrantami ma znaczenie dla świata z jego dzisiejszej perspektywy, bo umożliwia jeszcze drobne manewry opóźniające potop . Z punktu widzenia przyszłości, którą mam opisać, jest to  bez znaczenia. Transkontynentalny żywioł ludzki wzbiera, już występuje z brzegów, ale jeszcze nie wylał.

DZIADOSTWO

jacekbochenski

 

 

Uchodźcy! Ich się przecież boimy. Powiedziałbym więcej. Boimy się bardziej niż Niemców, ginących zwolna w mitycznej przeszłości. Taki jest doraźnie nasz-polski strach: uchodźcy. Oni w Polsce są też mityczni, jeszcze bardziej niż Niemcy, ponieważ nikt ich tu nigdy nie widział.

 

A, nieprawda - słyszę. - Przyjęliśmy  Czeczenów, wpuściliśmy ich do siebie i  wcaleśmy się nie bali. 

 

Rzeczywiście. Ale to było dwadzieścia lat temu, może nawet dawniej. Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że Czeczeni, jak to muzułmanie, najprawdopodobniej są terrorystami, Rosjanie tylko mówili tak o nich i myśmy tych uchodźców przyjęli przeciw Rosjanom, za wolność naszą i waszą, tak jakoś. Przeciw Rosjanom! To my-Polacy rozumiemy. Ale za wolność Syryjczyków? Przeciw komu? Innym Syryjczykom? Albo, co gorsza, za wolność takich trochę czarnych, jakichś Erytrejczyków,  Somalijczyków, podejrzanych typów z Pakistanu czy Bóg wie skąd? Nie! Wara im  od Polski!

  

My-Polacy nie tylko boimy się tych prawdopodobnych terrorystów i gwałcicieli  kobiet. My ich już nienawidzimy i pogardzamy nimi. To jest bardzo ciekawa rzecz. My ich nienawidzimy naszą-polską ludowo-katolicko-klasową nienawiścią. I mamy ich w naszej-polskiej ludowo-katolicko-klasowej pogardzie.

 

Dlaczego? A no dlatego, że my-Polacy jesteśmy biedni, chociaż przy światowym stole i z kartą dań w ręku. Słabo wprawdzie zdajemy  sobie sprawę, że w takim miejscu jesteśmy na świecie, ale zamówienia składamy, bo wiemy, że się nam należy. I zarazem wiemy, że jesteśmy biedni. Jednak z przybłędami,  którzy nam się naprzykrzają i ośmielają pchać do stołu, nie chcemy mieć nic wspólnego. Jesteśmy lepsi. Polski my naród, polski lud. A lud nie lubi innych biednych, w szczególności jeszcze biedniejszych, upośledzonych, nieszczęśliwych i potrzebujących. Wymyślił nawet zbiorczą nazwę dla  wszystkiego, co się z takim stanem i poziomem wiąże, co jest marne, słabowite, gorsze, co się nie udało, co wzbudza tylko niechęć i odrazę.

 

Dziadostwo.  

 

Gdyby uchodźcy mieli pieniądze, byłoby  co innego. Gdyby płacili, moglibyśmy ich nie lubić jako obcych i jako bogatych, bo lud  bogatszych od siebie nie kocha, ale nie gardzilibyśmy nimi. Dziadami i dziadostwem gardzimy. Uchodźcy to jest śmierdzące dziadostwo.

 

Mamy do nich jeszcze dwie nasze-polskie pretensje. Pchają się, a podobno wcale nie chcą  z nami być, tylko przez Polskę dostać się do Niemców.  Z  jednej strony to jest nasz wygodny pretekst, żeby ich nie wpuszczać, z drugiej to nas obraża.  Polska nie podoba się bezczelnemu dziadostwu?  W takim razie nie mamy o czym gadać i niech idą do diabła.            

                                  

Polski my naród, polski lud, lecz w dodatku lud Boży. Katolicki lud kościelny. I co? Meczety będą nam uchodźcy zakładać? Wiadomo przecież, co zrobili we Francji albo Szwecji. No właśnie. Czy to my jedni ich nie chcemy?  Już cała Europa ma ich dość.

 

Cała z tą różnicą, że Europa przyjęła ich miliony  i teraz nie wie, gdzie trzymać nowych ani jak powstrzymać następnych, my-Polacy natomiast nie przyjęliśmy żadnego i nie chcemy o żadnym słyszeć.

 

Paskudnie wyglądamy z tym wobec innych przy stole. Już na nas patrzą i wymieniają znaczące spojrzenia między sobą.

 

Ja-Polak mam  jeszcze  swój osobisty kłopot. Tak jak lud wymyślił słowo dziadostwo, tak ja wymyśliłem nas-Polaków. Trzydzieści lat temu napisałem w podziemiu powieść "Stan po zapaści". O chorych, zbuntowanych, solidarnych Polakach , czyli trochę o niebieskich  migdałach, o  takiej naszej-polskiej mieszaninie. Ale z empatii to napisałem i z miłości, bo sam  jestem Polakiem i co tu kryć, kocham nas-Polaków. Tak ich nazwałem w tamtej powieści. Wtedy, nie teraz. Do tej nazwy teraz wróciłem. Zjadam własny ogon. Ale nie znajduję prawdziwszej nazwy dla Polaków ani lepszej.  Bo pewnie bym chciał, żeby coś  z tamtego niebieskomigdalstwa zostało im na przyszłość, którą ciągle mam opisać, a do której oni będą musieli wejść razem z uchodźcami. Albo w ogóle nie wejdą.

© Blog II
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci