Menu

Blog II

Opis zdarzeń

NAUKA

jacekbochenski


 

A więc dobrze. Nazwijmy gatunek przyszłych ludzi w tradycyjny sposób po łacinie: homo futurus. Czy ten gatunek wyżyje, czy nie, o tym zdecyduje wyścig. Pierwsze będzie jedno z dwojga: albo nasze zachowanie na planecie, którego zapewne nic nie zmieni, doprowadzi nas do zagłady, albo szybsza okaże się nasza nauka i odkryje nieprzewidziane możliwości utrzymania się przy życiu ponad stan. Dzisiejszy stan, oczywiście.

 

Nauka, a właściwie myśl wynalazcza człowieka zawsze to robiła. Zawsze przekraczała dostępne w jej czasach możliwości i nie ma powodu sądzić, że przestanie. Dlatego z naszym światem nie musi być tylko źle, mówię wam ja, wieszczek-pocieszyciel.

 

Wydaje się, co prawda, że nie ma wyjścia. Jeśli sami siebie  nie wymordujemy, to  tak czy owak podusimy się w tłoku, zginiemy z braku wody, powietrza i źródeł energii koniecznej do zaspokojenia rosnących niebotycznie  potrzeb, zwłaszcza do obsłużenia wygód, w których wszyscy chcemy żyć. Otóż nauka prawdopodobnie wynajdzie na to sposób. Obmyśli, jak nastarczyć wody pitnej, skoro są oceany, powietrza, skoro gazy otaczają planetę,  i źródeł energii, skoro jest niewyczerpane słońce. Nauka powie może nawet, jak wytworzyć dość żywności nie niszcząc żywych istot i biosfery, gdy dobrze nad tym popracuje. Ale czy zdąży na czas i czy my jej posłuchamy? Bo nie wystarczy, że ona to wszystko obmyśli. Trzeba to będzie jeszcze zrobić. Strasznie trudna rzecz. A najtrudniejsza przekonać nas, że nam się to opłaci.  Czyż nie można każdej takiej sprawy odłożyć na jutro?  Niech się inni po nas martwią. My naszego zachowania na planecie nie zmienimy, jak zakładam ja, wieszczek- realista.

 

Prawdopodobniejsze jest, że zmieni zachowanie dopiero homo futurus, bo już będzie przyciśnięty doraźną koniecznością, gdy zajrzy mu groza w oczy. I to między nim a nauką rozstrzygnie się wyścig, nie miedzy nami a nią.  Może jednak ten homo futurus będzie od nas mądrzejszy. Sądząc ogólnie z historii, człowiek przez wieki mimo wszystko mądrzał. Szczególnie jego inwencja w dziedzinie zastosowania nowych technologii rosła, a w ostatnich czasach wyraźnie przyśpieszyła, jakby czuła, co się święci.

 

Niestety, nie mamy wiadomości z historii Wszechświata, co się dzieje z inteligencjami, które w nim powstają, bo zakładam realistycznie, że nasza nie jest jedyna w miliardach galaktyk. Zapewne i wyścigi podobne do ziemskiego już się gdzieś kiedyś odbyły. Nie znamy wyników, a najpewniej były różne. Przydałyby się statystyki z doświadczenia historycznego inteligentnych populacji we Wszechświecie, żebyśmy się mogli dowiedzieć, na czym takie populacje kończą. Część ginie samobójczo z własnej ręki, jeśli można się tak wyrazić, część wymiera wskutek warunków uniemożliwiających życie. Jakaś najmądrzejsza część potrafi dzięki swojej nauce ocaleć. Ale co przeważa? Jaką najbardziej prawdopodobną szansę ma homo futurus? Bo nie będzie to już dawny homo sapiens, lecz homo sapientior, to znaczy mądrzejszy, przewiduję nie bez podstaw ja, wieszczek-pocieszyciel.  

 

Zostawiam na kiedy indziej kwestię, przed jakimi problemami stanie homo futurus, jeśli rozpędzona raz nauka nie zwalnia w takiej ocalałej populacji, lecz nadal przyśpiesza. Jakie są w kosmosie skutki coraz szybszego rozwoju inteligencji, umiejącej zapobiec swojemu końcowi? Czym się ona staje?  Pytanie cokolwiek metafizyczne, które, jak to homo sapiens, odkładam na jutro, by wygodnie wrócić do teraźniejszości.  

 

 

     

KONSERWATYZM

jacekbochenski

 

 

Zanim posthumanistyczni ludzie zrobotyzują raczej, bo nie powiem zaludnią świat i staną się jedyną funkcjonującą na Ziemi inteligencją (poza zwierzętami, wybitnymi przedstawicielami inteligencji emocjonalnej),  nad przyśpieszeniem tego procesu pracują uparcie w Polsce konserwatyści. Przynajmniej ci, którzy w Europie uważają się za konserwatystów i reformatorów, a rządzą Polską.

 

Aby doszło do posthumanizacji przyszłych pokoleń, musi być przede wszystkim usunięty z wychowania młodzieży fundament europejskiego humanizmu. Tym fundamentem jest łacina. Wiele, oczywiście, czynników historycznych powodowało przez wieki, że ten fundament językowy stopniowo zanikał. Unicestwieniem go w Polsce niemal ostatecznym grozi forsowana niespodzianie przez konserwatystów reforma edukacji. Głęboko poruszeni są filologowie klasyczni, którzy od dawna usiłują wypartą z oświaty szkolnej łacinę bodaj w cząstce jakiejś odrodzić. Zastępują  pozytywnie konserwatystów. Mianowicie w takim zakresie, w jakim konserwatyzm, przezornie korzystając z wytworzonych przez ludzkość wartości,  przyczynia się do jej rozwoju w ciągle nowych sytuacjach. Na tym polega pozytywny konserwatyzm. Nie polega natomiast na manipulowaniu skłonnością społeczną do inercji i bezmyślności, by zapewnić sobie łatwe rządzenie.

 

Filologowie klasyczni, odwrotnie niż polscy konserwatyści i reformatorzy, uprawiają w epoce przejściowej między humanizmem a posthumanizmem  bezcenny dla kultury konserwatyzm trudny, światły i twórczy.             

 

"Pewnie dotarły do Pana smutne wieści o tym, że batalia o powrót łaciny do liceów ciągle trwa" - napisała w liście do mnie osoba z tego grona. Po reformie, jak obliczyli, "łaciny w Polsce będzie się uczyć może 0,2% licealistów". Czyli dwoje na tysiąc. "Będziemy chyba pierwszym krajem w Unii, który zrezygnuje z łaciny w szkołach na poziomie średnim". Dalej moja korespondentka pyta już o sprawę osobistą: "Dlaczego napisał Pan książki o Juliuszu Cezarze i Owidiuszu, do których dodał trzecią, i dlaczego niestrudzenie wspomina Pan ludzi i zdarzenia z tak zamierzchłej przeszłości?".

 

Prawdę mówiąc, nie wiem, dlaczego napisałem te książki. Nie miałem początkowo takiego zamiaru, ale w pewnej chwili przyszło mi do głowy, że może bym potrafił, i spróbowałem. Jedno wydaje mi się niewątpliwe. Nie byłbym ich napisał, gdybym w dzieciństwie nie nauczył się łaciny. Bo to wszystko, to pisanie, to wspominanie zdarzeń i ludzi, to czucie przeszłości świata wzięło się z języka. Łacina pozwala to widzieć, tę elementarność rzeczy pierwszych, zawartą w słowie, te pierwotne związki słów z myślami, te perspektywy znaczeniowe i zapowiedzi. Czucie przeszłości świata toruje drogę czuciu jego przyszłości, z czego człowiek nie od razu zdaje sobie sprawę, ale z biegiem czasu, w miarę przeżywania zmieniającej się wciąż teraźniejszości coś takiego odkrywa. Rozumie, że świat nie jest jednorazowy, ten jakiś obecny, ograniczony, płaski, raz na zawsze ten sam. Będzie inny. Świat jest wielowymiarowy i wielopostaciowy.  Zdolność widzenia tej wielopostaciowości  to może właśnie jest humanizm. I może ze względu na tę zdolność warto uczyć się łaciny. A także po to, by jej znajomość zachować dla przyszłego posthumanistycznego świata. 

 

Jeśli nawet przyszły świat całą tę znajomość zawrze w sztucznym nośniku informacji, by go w razie potrzeby podłączyć do jakiegoś mózgu, bo się już będzie obchodził bez dawnego, genetycznego sposobu gromadzenia wiedzy, to mimo wszystko niezbędna pozostanie umiejętność użycia takiego zbioru klasycznej informacji filologicznej. Dlatego na razie warto kształcić ludzi, by w przyszłości miał kto przekazać naukę łaciny posthumanidom.       

MUZYKA

jacekbochenski




Słyszę głos rechoczących w stawie żab. Dwutonowy. Molto vivace.

Słyszę głos przejeżdżających opodal samochodów. Na sygnale. Może policja, może karetki sanitarne, może kolumna rządowa. Głos dwutonowy. Molto vivace.

Oba głosy brzmią w tym samym rytmie. Idealnie zgrane. Divertimento na rechoczące żaby i sygnały dźwiękowe w ruchu drogowym.  Nikt nie skomponował jeszcze takiego utworu? To skomponuje w przyszłości.

Jeśli będzie pokój, oczywiście. I jeśli będą żaby. Samochodów już raczej nie będzie, ale sygnały ostrzegawcze i porządkowe dla jakiejś formy masowego ruchu ludzi nie przestaną być niezbędne,  zatem przyszły utwór muzyczny będzie mógł powstać.     

Nazwa tradycyjna: divertimento. Jednak divertimento - protest przeciw zabójczemu pędowi. Zarazem alarm sztuki zaangażowanej w obronie ostatnich żab świata. Taka myśl w tej muzyce. Ale divertimento koniecznie, bo posthumanistyczni ludzie muszą mieć rozrywkę.  

Sztuka zbuntowana i bijąca na alarm przetrwa wszystkie czasy. Zabita, będzie w nowych mutacjach odrastać i żądać wolności, jak zawsze. Być może ci pędzący na sygnale to policja, która śpieszy poskromić artystów-muzyków. Jednak represja i cenzura tylko inspirują sztukę. Tak będzie.  

Tradycyjne instrumenty nie będą już od dawna używane. Ale z tęsknoty za mglistą przeszłością kompozytor dołączy może trzeci dwutonowy głos. Przez chwile będzie się wahał nad wyborem starego instrumentu. Syntezator elektroniczny czy flet? W końcu wybierze harmonijkę ustną.

BOMBA

jacekbochenski



- Prawdopodobnie fałszywka - powiedział Adam Pomorski ogłaszając, że do Polskiego PEN Clubu przybyła policja, bo otrzymano informację  o podłożonej bombie i policja musi ją sprawdzić. A zgromadzona  publiczność musi  opuścić Dom Literatury. Pani profesor Ewa Łętowska, laureatka nagrody imienia Ksawerego i Mieczysława Pruszyńskich, którą jej  w PEN Clubie wręczano, nie może przemówić.

Nagroda PEN Clubu została przyznana prawniczce w duchu Karty PEN i sformułowanych w niej zasad ideowych za odwagę cywilną. Poeta Adam Zagajewski wygłosił piękną pochwałę prawa. Pani profesor  nie pozwolono już wygłosić wykładu o poezji i konstytucji, choć mimo wszystko usiłowała zacząć .   

Policja rzeczywiście pojawiła się na sali.  

- To nie jest ćwiczenie - powiedziała - . To jest sytuacja realna. Proszę wyjść z budynku.

Wyszliśmy.  Laureatka, stojąc  na krześle,  przemówiła brawurowo ze stopni przed Domem Literatury. Ta symboliczna scena oporu przed kijem pozostanie w pamięci przechodniów i członów PEN Clubu. Kij w rękach rządzącego PIS-u  jest niegotowy, co wciąż powtarzam, bo niezawisłe sądy jeszcze istnieją, a laureatka PEN Clubu broni w Polsce tych sądów. Policja jednak nie siłą, lecz rozpiętą  taśmą spychała  stopniowo publiczność sprzed budynku na plac, aż zepchnęła panią profesor, która musiała zejść z krzesła.

A ja nie mogłem opędzić się od wspomnienia. Przecież dopiero co przeżyłem fałszywy alarm bombowy w metrze. Ale tam policja miała lepszy humor i była rozmowniejsza. Tu, niezadowolona,  odpowiadała tylko, że robi to, co musi. Czekano na przybycie pirotechników. Ludzie na placu, z którymi rozmawiałem nastrojeni byli bez wyjątku sceptycznie. Nikt nie dowierzał policji, że sytuacja jest realna. A policja konsekwentnie spychała tłum już na samym placu. Ogrodziła wreszcie taśmami znaczną jego część.

Ludzie powoli się rozeszli . Policjanci w żółtych kamizelkach stali przy taśmach. Nie mogłem się dowiedzieć, czy pirotechnicy są na miejscu.

- Znaleźliście w budynku jakiś podejrzany przedmiot? - zapytałem policjanta.
W pamięci miałem paczkę z metra.

 - Nie wiem - odpowiedział policjant patrząc ponad moją głową w niebo.

Nie znaleźli, oczywiście, ale mnie ciekawi , czy znajdą sprawcę fałszywego zgłoszenia o bombie. A kiedy go znajdą, jaki też to będzie sprawca.   

WIADOMOŚĆ

jacekbochenski



"Pitaja półtora roku później" napisała Justyna pod fotografią, którą mi właśnie przysłała. Pitaja to ta kłująca roślina z rodziny kaktusów, zwana też  Królową nocy, bo zakwita tylko na jedną noc. "Zbrzydła, rozpanoszyła się i wciąż nie kwitnie" napisała Justyna.

Na drugim zdjęciu miała być pitaja "jeszcze młodziutka" z czasów, kiedy dopiero co "wyrosła z ziarenka". Ale tego drugiego zdjęcia nie dostałem.

© Blog II
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci