Menu

Blog II

Opis zdarzeń

KOMPOZYTORZY

jacekbochenski

 

 

 

Rechoczące dwutonowo żaby i na tej samej  wysokości dwutonowe sygnały ruchu drogowego we wspólnym rytmie, z towarzyszeniem harmonijki ustnej, archaicznego, ludzkiego jeszcze instrumentu, wszystko pod zachowanym z praczasów tytułem "divertimento" dla rozrywki transhumanidów  - to ma być muzyka przyszłości?  Tak sobie wyobraziłem i napisałem kiedyś w Blogu Drugim.

 

- Co o tym sądzicie?

 

Dwaj kompozytorzy siedzą przy stole. I jeszcze żona jednego z nich. Nie mogłem wytrzymać, żeby nie zapytać.

 

Nic nie sądzą. Czytali. Pierwszy kompozytor nie rozumie pytania. Drugi rozumie, że chodzi o tony ciągłe tej samej wysokości.

 

- Minimal music - mówi.  - To wymyślili Amerykanie.

 

Pierwszy się zgadza.

 

- Tak.  Byłem w Ameryce. Jak się nazywał ten amerykański…  no… ten…

 

Wymieniają między sobą kilka nazwisk i dat z dwudziestego wieku.

 

 - Minimal? Muzyka minimalistyczna? - pytam. - Divertimento moje to muzyka minimalistyczna? 

 

- A, divertimento. Bardzo dobrze. Może by. Jest   taka nazwa - zaświadcza kompozytor drugi.

 

Numeruję ich dyskretnie, żeby uszanować prywatność.

 

- Ale w muzyce musi być pauza - uważa pierwszy.- Bez pauzy nie ma muzyki. Prowadzę frazę a-a-a-a - tłumaczy mi, całym sobą zwrócony teraz do mnie -  a-a-a-a, fraza, fraza, fraza i nagle: o! Pauza. Wtedy jest zdziwienie. W muzyce musi być zdziwienie.        

 

- Ale te głosy żab i sygnały pojazdów…

 

- Muzyka konkretna - objaśnia znów drugi. -   Muzyka konkretna składa się z głosów, które wydaje świat, nie instrument muzyczny. Może być użyte wszystko, co słyszymy, każdy głos, wiatru, deszczu, ludzi, maszyn, stukanie, brzęczenie..

 

Żona kompozytora drugiego śmieje się głośno.

 

- Słucham muzyki. Słyszę dużo takiej konkretnej, gdzie jest wszystko. - Żona śmieje się, rozbawiona coraz bardziej. - Huki, jęki, kumkanie żab, wycie syren, co kto chce.   

 

- John Cage? Nie, nie, nie - mąż wraca do rozmowy - na pewno nie John Cage.  Clapping music. Dwie osoby klaszczą - pokazuje sposób, w jaki klaszczą, i palcem po stole rysuje  strukturę rytmiczną ich klaskania. - Taka zasada. Cały utwór tylko z tego zrobiony. Clapping music. Nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć nazwiska. Steve Reich? Chyba, ale nie jestem pewien.

 

- Kiedy on to napisał? - pytam.

 

- W latach siedemdziesiątych. Albo w końcu  sześćdziesiątych. Jakoś tak.

 

Aha, myślę, ta moja przyszłość muzyki nie wykracza poza to, co od dawna już istnieje i obiło mi się o uszy. I tak jest pewnie z wszystkimi przepowiedniami waszego wieszczka, bo wyobraźnia czerpie z doświadczenia i nic więcej nie potrafi. Czyli przewidując przyszłość przewiduję w istocie przeszłość.

 

- Byłem w Ameryce  i tam … no… taka sprawa była  - opowiada kompozytor pierwszy.

 

- A proszę pani - zagaduję na boku żonę kompozytora drugiego - wspomniała pani, że w tej muzyce konkretnej, której pni słuchała,  było słychać kumkanie żab. Rzeczywiście? Ktoś to już  napisał, czy tak sobie pani powiedziała?

 

- Tak sobie powiedziałam.                   

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Łukasz] *.socal.res.rr.com

    Jacku, ten rechot żab! W ubiegłym roku odwiedzaliśmy przyjaciół na Mazurach i w nocy zbudził mnie koncert z pobliskiego stawu. Musiało być kilka gatunków żab, słuchać było różnice w tonie i rytmie. Jednak wszystko uporządkowane, co jakiś czas następowała kulminacja, muzyka wprowadzająca w trans. Wtedy mi się przypomniał pewien wieczór we wczesnych latach osiemdziesiątych gdy wróciłem późno do domu, włączyłem radio i usłyszałem coś, co mnie zafascynowało. Chciałem koniecznie wiedzieć, co to za utwór i następne czterdzieści minut słuchałem tego w absolutnym transie. Oczywiście był to Steve Reich, Music for 18 Musicians (1978). Dzisiaj można tego posłuchać w każdej chwili na YouTube w kilku różnych wykonaniach, ale wtedy to było odkrycie. Twoi kompozytorzy z Zaiksu mieli oczywiście racje!

© Blog II
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci